"MASKA"  TALBOTA

 

 

        Dawno, dawno temu istniało sobie pewne wydawnictwo komiksowe zwane TM-Semic. Pominąwszy fakt, że jakość (a raczej jej brak) papieru, na którym wydawali swoje pozycje, była naprawdę niesamowita, to twór ten działał dość prężnie. Wśród licznych serii wydawanych w tamtych szczęśliwych czasach (ponoć prawie każdy człowiek ma skłonności do idealizowania własnego dzieciństwa) była ta jedyna, niepowtarzalna, która sprawiała, że na początku każdego miesiąca biegało się do kiosku by zadać odwieczne pytanie: „Czy już jest?”. Nadal nie wiecie o kim mowa? Ladies and gentlemen, I now have an honour to present you the one and only – DARK KNIGHT (znany także w pewnych kręgach jako Batman).

     To tyle tytułem wstępu, trzeba przyznać, dość radosnego. Celem tej rubryki jest przybliżenie wam czegoś, co nazywane jest klasyką. Uznaliśmy, z wielu powodów, że możemy zacząć właśnie od Batmana – nie ma on żadnych bzdurowatych specjalnych mocy, jest człowiekiem z krwi i kości, polegającym jedynie na sile swoich pięści (towarzyszą mu też  różne wspomagacze) oraz intelektu. Komiks ten ma swój specyficzny klimat, a nie bez znaczenia jest także fakt, że pisali i rysowali do niego świetni autorzy, dzięki czemu powstawały świetne komiksy, które teraz poznacie. Jest to nasz subiektywny wybór, ale będziemy się też opierać na liście którą przedstawił Arek Wróblewski w Batman/Superman nr 12/98. Najpierw będzie Batman, potem może Punisher – jeśli w ogóle pomysł się wam spodoba – myślimy też o Lobo. Od razu mogę zapowiedzieć, że na pewno nie będzie Supermana i X-men (z wyjątkiem Wolverine’a) – po prostu nie lubimy gnoi, Batmanowi to oni mogą co najwyżej podlewać kwiatki w ogródku. Ważny jest też fakt, że wszystkie te komiksy są ogólnie dostępne w antykwariatach, na konwentach czy też wysyłkowo. Jeśli więc (np. pod wpływem poniższej świetnej recenzji :) zapragniecie mieć tą historię w swojej kolekcji nie będzie to wymagało pielgrzymki do Częstochowy i próśb o cud do świętego obrazu. Ale koniec z laniem wody, czas przejść do sedna.

      Na początek na tapecie komiks „Maska” z serii Batman: Legendy Mrocznego Rycerza (nr 5/97). Dobra rada: niech nie odstrasza was kiepska okładka, zagłębcie się w niego. Zarówno scenarzystą jak i rysownikiem jest Brian Talbot. Jest on znanym brytyjskim autorem komiksowym, którego najbardziej znana seria to „The Adventures of Lucien Awkright”. Był wielokrotnie nagradzany za ten, a także inne komiksy. „Maska” powstała w okresie, gdy Talbot pracował przez parę lat dla DC. Był za nią nominowany do nagrody Eisnera. Jest to jedyny komiks z tego okresu, do którego Talbot sam pisał scenariusz (ten jeden jedyny raz i od razu taki wspaniały rezultat). Więcej informacji o nim znajdziecie na www.bryan-talbot.com. Fabuła jest następująca: Batman podczas wykonywania rutynowego patrolu załatwia paru podrzędnych złodziejaszków-amatorów za próbę włamania, a następnie oddaje ich w ręce policji. Nagle zaczyna się źle czuć i traci przytomność. Ląduje w szpitalu – bez maski i stroju, wycieńczony, pod kroplówką. Od tej pory zaczyna się właściwa część historii, która spowoduje, że Bruce Wayne zmuszony będzie zmierzyć się z demonami swej przeszłośći oraz z samym sobą... Trzeba przyznać, iż scenariusz jest naprawdę mistrzowski – Talbotowi udało się stworzyć niesamowicie wciągającą intrygę, która co najważniejsze jest bardzo logicznie skonstruowana i poprowadzona. Nie mogę zdradzić więcej, gdyż wtedy zepsułbym wam całą zabawę z czytania tego komiksu. Jego największą siłą jest mianowicie to, że zaczyna się on banalnie, a potem zanurzamy się w niego coraz głębiej i razem z Batmanem zaczynamy przeżywać jego rozterki i wątpliwości, aż dochodzimy do ostatecznego testu jego siły wewnętrznej i do swoistego katharsis, z którego nasz bohater wychodzi silniejszy. Jeśli chodzi o rysunki to stoją one na bardzo dobrym poziomie. Ciekawy jest pomysł podziału przez  komiksu jakby na 2 różne schematy: gdy akcja dzieje się w szpitalu (i Bruce np. rozmawia z psychologiem) plansza jest zawsze podzielona na 9 identycznych pod względem wielkości kadrów – rysunki są wtedy uproszczone (nie ma zbyt dużo miejsca w kadrze), obraz jasny, sterylny jak u lekarza. Ma to nam pokazać rozbiegane myśli bohatera, krążące z tematu na temat – jego reakcja na to, czemu jest poddawany. Kontrastem dla tego schematu są obrazy wspomnień, przeszłości i wizje Batmana. Rysunek staje się wtedy mroczniejszy, barwy ciemniejsze, zaś plansze już nie konkretnie podzielone, lecz wypełnione różnymi kadrami (jest też parę obrazów jednoplanszowych). W tej części komiksu Talbot ujawnia nam pełnię swych możliwości.

Wniosek z tego wszystkiego jest następujący: brać w ciemno, a będziecie nagrodzeni (dobrą lekturą)!  Cena komiksu nie powinna przekraczać 6 zeta , a na pewno warto mieć „Maskę“ w swojej kolekcji.